Oki, że z Polską muzyką jest mocno średnio, to wiadomo (przynajmniej jesli o mainstream chodzi). Przyjrzyjmy się kilku nowościom w telegraficznym skrócie.
Reni Jusis - Iluzjon cz. 1
Dla mnie ta płyta jest znakiem, że nigdy nie należy dorosnąć i zejść z parkietu. Skoro Madonna może tam być do 50-tki, mogła i Reni. A wybrała szarość, brąz i smutek bagiennych ballad ala Ania Dąbrowska. Nie da się tej płytki, i mówię to z bólem jako fan Reni, określić inaczej, niż jako ambitna porażka.
Posłuchaj: 8 minut (duet z Gabą Kulką)
Mika Urbaniak - Closer
Że zdolna to wiadomo, ma to w końcu w genach i słychać to w kawałkach które nagrała np. ze Smolikiem. Tutaj marketingowcy wytwórni przekonują nas, że dzięki temu że płytę wyprodukował jakiś koleś grający z Amy Winehouse, to już będzie super i fokle. Jak jest naprawdę? Hmm nieźle ale bez rewelacji. Najlepsze co można o tej płycie powiedzieć, to że wpada jednym uchem i wypada drugim.
Posłuchaj: Lovin needs a deadline, Easy
SOFA - DOREMIFASOFA
No i znowu. Jest nieźle, zaczyna się intrem mówionym przez dzieci, potem jest super energetyczne Affaiaz, a dalej sympatyczne i ciepłe Limelife. Potem niestety jest już różnie. Dobre kawałki wymieszane z przeciętniakami mniej więcej po równo sprawiają, że album pozostawia spory niedosyt.
Posłuchaj: Affaiaz, Would u
a co u zagranicy?
pojawił się nowy klon będący połaczeniem Eminema z Just Jackiem. Niestety ani taki ostry jak ten pierszy, ani zczilowany jak ten drugi. Asher Roth, bo o nim mowa podbił Amerykę hymnem na cześć picia, jarania i ruchania nazwanym o zgrozo "I love college". Niestety, reszta płytki, mimo udziału takich gości jak Cee-Lo, Chester French (o krążku tych panów za chwilę) czy Busta Rhymes wypada różnie. W jednym kawałku (As I Em) nawiązuje nawet do swego rzekomego podobieństwa do Eminema, dyskontując je. Jednak wrażenie, że właśnie na popularności innego białego rapera jedzie, pozostaje. Jest nieźle, oby na następnym krążku było lepiej.
Posłuchaj: I love college,
Chester French zdobyli scenę collegową amerykańską piosenką o tym, że trzeba się zabezpieczać bo nie wiadomo z kim się idzie do łóżka (She loves everybody) i kompletnie bezpretensjonalną oldskoolową piosenką Jimmy Choos. Niestety reszta albumu kojarzy mi się z próbami panów z Panic! At the Disco czyli z próbą zostania nastęonymi Beatlesami. Słabo...
Posłuchaj: Jimmy Choos
PJ Harvey wróciła. Mam do tej Pani rózny stosunek, ale generalnie pozytywny. Tutaj ugruntowany świetnymi kawałkami jak przebojowe Black hearted Love czy tytułowe A woman a man walked by. Do całej płyty mam mieszany stosunek ale do kilku kawałków wracam baaardzo chętnie.
Posłuchaj: Black Hearted Love, The Soldiers, Pationless,pointless
dobra, tyle na dziś, wracam do roboty...
6 maj 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz