Film, który zmusił mnie do zastanowienia się "Co oni sobie myśleli?". Oni to w tym przypadku grupa producentów, reżyser i dwie nota bene całkiem zdolne aktorki, które w realizacji tego koszmaru uczestniczyły.Myślałem nad tym dłużej, niż oglądałem ten film (a skończyłem po 40 minutach) i doszedłem do wniosku, że mogło być tak...
Producent 1 dzwoni do producenta 2 wychodząc z seansu "Sexu w wielkim mieście" i mówi: mam pomysł, a gdyby tak zrobić taki sam film, tylko troch,e pozmieniać, to zbijemy sporo kasy.
Producent 2 reaguje bardzo entuzjastycznie i stwierdza, że to świetny pomysł, ale po co angażować aż 4 aktorki, jak można zapłacić wysokie gaże jedynie dwóm. Producent 1 jest wniebowzięty.
Potem zatrudniają scenarzystę, który musi biedny wymyślić jakąś fabułę. Ma małe pole manewru, bo producent 2 narzuca mu do jakich sklepów mają chodzić bohaterki, jak mają wyglądać i koniecznie muszą mieć dobre zawody, a producent 1 cały czas powtarza że musi być śmiesznie i dynamicznie. Scenarzysta skrzętnie notuje wszystkie uwagi.
Ostatecznie do całego tego blichtru potrzebny jest jeszcze jakaś story i tutaj scenarzysta, uradowany, podaje pomysł dwóch przyjaciółek, które przypadkiem mają mieć ślub w tym samym dniu. Producenci 1 i 2 szaleją.
Na bazie tego jednozdaniowego streszczenia, zapewniając że będzie super śmiesznie i w ogóle w tradycji najlepszych komedii lat 90tych i 80tych producent 1 pozyskuje super zdolną Anne Hathaway, a producent 2 nieco zmarniałą w ostatnich latach, ale wciąż córkę Goldie Hawn czyli Kate Hudson.
Produkcja rusza. Niestety, po drodze scenarzystę zwalniają i zastępuje go inny, a potem inna, a potem jeszcze inna (pod scenariuszem podpisano 4 osoby) i ostatecznie na ekranie Hathaway jest pustą i zimną suka, a Hudson na wpół zidiociałą blondynką.
No cóż, miało być pięknie, a wyszło jak zwykle...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz